barcelona

W pustyni i w puszczy, rozdział 46, str. 1

314 Wyprawa kapitana Glena i doktora Clarego nie miała bynajmniej na celu odszukania Stasia i Nel. Była to liczna i sowicie zaopatrzona ekspedycja rządowa, wysłana dla zbadania wschodnio-północnych stoków olbrzymiej góry Kilima–Ndżaro oraz mało jeszcze znanych obszernych krain położonych na północ od tej góry. Zarówno
kapitan, jak i doktor wiedzieli wprawdzie o porwaniu dzieci z
Medinet-el-Fajum, gdyż wiadomość o tym podały dzienniki
angielskie i arabskie, ale myśleli, że oboje pomarli albo jęczą w
niewoli u Mahdiego, z której nie wydostał się dotychczas żaden
Europejczyk. Clary, którego siostra była za Rawlisonem w Bombaju i który zachwycił się bardzo małą Nel w czasie podróży do Kairu, odczuł nadzwyczaj boleśnie jej stratę. Ale i dzielnego chłopaka żałowali obaj z Glenem szczerze. Kilkakrotnie też wysyłali depesze z
Mombassa do pana Rawlisona zapytując, czy dzieci nie zostały
odnalezione, i dopiero po ostatniej niepomyślnej odpowiedzi, która
nadeszła znacznie przed wyruszeniem karawany, stracili ostatecznie
wszelką nadzieję. I nie przyszło im nawet do głowy, by dzieci, uwięzione w odległym Chartumie, mogły pojawić się w tych stronach.
Często jednak rozmawiali o nich wieczorami po ukończonych pracach dziennych, albowiem doktor nie mógł żadną miarą zapomnieć małej, ślicznej dziewczynki. Tymczasem wyprawa posuwała się coraz dalej. Po dłuższym
pobycie na wschodnich stokach Kilima–Ndżaro, po zbadaniu górnego
biegu rzeki Sobbatu i Tany oraz gór Kenia kapitan i doktor wykręcili
w kierunku północnym i po przebyciu bagnistej Guasso-Nyjro weszli
na obszerną równinę, bezludną, a zamieszkaną tylko przez
niezliczone stada antylop. Po trzech przeszło miesiącach podróży
ludziom należał się, dłuższy wypoczynek, więc kapitan Glen,
odkrywszy niewielkie jeziorko obfitujące w zdrową, brunatną wodę,
kazał rozbić nad nim namioty i zapowiedział dziesięciodniowy
postój.

2008-10-27 10:41:34