barcelona

W pustyni i w puszczy, rozdział 41, str. 1

Ale ochłonąwszy zrozumiał z rozpaczliwego wycia wojowników jedną rzecz, a mianowicie: że jakieś duchy wytracają na dole Samburów.
Wówczas błysnęła mu w głowie myśl, że gdyby nie przyszedł tym
duchom w pomoc, to gniew ich mógłby się zwrócić i przeciw niemu;
ponieważ zaś zatrata Samburów była dla niego zbawieniem, więc
zebrawszy wszystkich swych wojowników wysunął się bocznym,
ukrytym wyjściem z bomy i przeciął drogę większej części
uciekających. Bitwa zmieniła się teraz w rzeź. Bębny Samburów przestały huczeć. W pomroce, którą rozdzierały tylko czerwone błyskawice wyrzucane przez strzelbę Kalego, rozległo się wycie mordowanych, głuche uderzenia maczug o tarcze i jęki rannych. Litości nikt nie prosił, albowiem Murzyni jej nie znają. Kali z obawy, by w ciemnościach i zamieszaniu nie razić własnych ludzi, przestał wreszcie strzelać i chwyciwszy miecz Gebhra rzucił się z nim w środek nieprzyjaciół.
Samburowie mogli teraz uciekać z góry ku
swoim granicom tylko jednym szerokim wąwozem, ale ponieważ
wąwóz ten zamknął ze swymi wojownikami Fumba, przeto z całego
zastępu ocaleli ci tylko, którzy rzuciwszy się na ziemię pozwalali się
brać żywcem, chociaż wiedzieli, że czeka ich okrutna niewola lub
nawet doraźna śmierć z ręki zwycięzców. Mamba bronił się bohatersko, dopóki uderzenie maczugi nie strzaskało mu czaszki. Syn














49
Włócznie murzyńskie. jego, młody Faru, wpadł w ręce Fumby, a ten kazał go związać jako przyszłą ofiarę dziękczynną dla duchów, które przyszły mu z pomocą.

2008-10-26 10:54:22