W pustyni i w puszczy, rozdział 25, str. 2
W pustyni i w puszczy, rozdział 25, str. 2 |
Staś krążąc koło obozowiska odnalazł wreszcie na rozmiękłej
ziemi wyciski kopyt końskich. Ślady szły w stronę lasu, a potem
skręcały ku wąwozowi. Była to okoliczność pomyślna, albowiem
połapanie koni w wąwozie nie przedstawiało wielkich trudności. O
kilkanaście kroków dalej znalazło się w trawie pęto, które jeden z
koni zerwał w ucieczce. Ten musiał odbiec tak daleko, że na razie
można go było uważać za straconego. Natomiast dwa inne dostrzegł
Staś za niską skałą, nie w samym parowie, lecz na jego brzegu. Jeden
z nich tarzał się, drugi szczypał reklama sms młodą, jasnozieloną trawę. Oba wyglądały niesłychanie zmęczone jakby po długiej drodze. Ale światło dzienne wygnało trwogę z ich serc, gdyż powitały Stasia krótkim, przyjaznym rżeniem. Koń, który się tarzał, zerwał się na nogi, przy czym chłopiec zauważył, że i ten wyswobodził się także z pęt, na szczęście jednak wolał widocznie zostać przy towarzyszu niż uciekać, gdzie go oczy poniosą. Staś zostawił oba pod skałą i poszedł nad brzeg wąwozu, by przekonać się, czy dalsza nim podróż jest możliwa. Jakoż obaczył, że z powodu wielkiego spadku woda już spłynęła i że dno jest prawie suche. Po chwili uwagę jego zwrócił jakiś białawy przedmiot zaplątany w pnącze zwieszające się z przeciwległej ściany skalnej. Pokazało się, że był to dach namiotu, który uderzenie wichru przyniosło aż tutaj i wbiło w gęstwinę, tak że woda nie mogła go porwać. Namiot zapewniał, bądź co bądź, małej Nel lepsze schronienie niż sklecony naprędce z gałęzi szałas, więc odnalezienie tej zguby uradowało Stasia mocno. Ale radość jego zwiększyła się jeszcze, gdy z niszy skalnej ukrytej nieco wyżej pod lianami wyskoczył Saba trzymający w zębach jakieś zwierzę, którego głowa i ogon zwieszały się po obu stronach jego paszczy. Potężny pies wydrapał się w mgnieniu oka na górę i złożył u nóg Stasia pręgowaną hienę z pogruchotanym grzbietem i odgryzioną nogą, po czym jął machać ogonem i poszczekiwać radośnie, jakby chciał mówić: „Stchórzyłem, wyznaję, przed lwami, ale co prawda, to i wy siedzieliście na drzewie jak pentarki. Patrz jednak, żem nie zmarnował nocy.” I tak był dumny z siebie, że Staś zaledwie zdołał go skłonić, by zostawił na miejscu cuchnące zwierzę i nie zanosił go w podarunku Nel. |
| 2008-10-20 23:07:29 |