. Tu musi być kobieta!.
Prus Lalka, Tom 2 rozdział 4 |
- Dlatego namawiałem cię, ażebyś mnie pracował - odparł Geist.- Jak widzisz, łatwo tu o wypadek. Chodźmy na górę.
- Kocioł zostawi pan bez dozoru? - spytał Wokulski.
- O, przy tej robocie nie potrzeba niańki; wszystko robi się samo i nie może być niespodzianek. Wszedłszy na górę znaleźli się w dużym pokoju o czterech oknach. Głównym jego umeblowaniem były stoły, literalnie zarzucone retortami, miseczkami i rurkami ze tłumacz angielskiego szkła, porcelany, nawet z ołowiu i miedzi. Na podłodze pod stołami i w kątach leżało kilkanaście bomb artyleryjskich, między nimi kilka pękniętych. Pod oknami stały wanienki kamienne lub miedziane, napełnione kolorowymi płynami; wzdłuż jednej ze ścian ciągnęła się ława czy tapczan, a na niej ogromny stos elektryczny. Dopiero odwróciwszy się Wokulski spostrzegł przy samych drzwiach żelazną szafę wmurowaną w ścianę, łóżko okryte podartą kołdrą, z której. wyłaziła brudna wata, pod oknem stolik z papierami, a przed nim fotel obity skórą, popękaną i wytartą. Wokulski spojrzał na starca obutego w drewniane sandały jak najuboższy wyrobnik, potem na jego sprzęty, z których wyzierała nędza, i pomyślał, że przecie ten człowiek za swoje wynalazki mógłby mieć miliony. Wyrzekł się ich jednak dla dobra jakiejś przyszłej, doskonalszej ludzkości. Geist wydął mu się w tej chwili jak Mojżesz, który do obiecanej ziemi prowadzi jeszcze nie urodzone pokolenia. Ale stary chemik tym razem nie odgadł myśli Wokulskiego; przypatrzył mu się pochmurnie i rzekł: - Cóż, panie Siuzę, niewesołe miejsce, niewesoła robota?. Od czterdziestu lat żyję w ten sposób. W tych aparatach uwięzło już kilka milionów i może dlatego ich posiadacz nie bawi się, nie ma służby, a czasami nawet nie ma co jeść. To nie dla pana zajęcie - dodał machnąwszy ręką. - Mylisz się, profesorze - odparł Wokulski. - Zresztą w grobie nie jest chyba weselej. Prus Lalka, Tom 2 rozdział 4 tłumacz angielskiego fragment 580 |
| 2008-11-07 18:30:16 |