Pułk za pułkiem cwałował i spadał z kulbaki; Co pułk spadnie, to Cesarz zażyje tabaki; Aż w końcu Aleksander, ze swoim braciszkiem Konstantym i z niemieckim cesarzem Franciszkiem, W nog
PAN TADEUSZ, KSIĘGA CZWARTA |
Byłem tam lat już." Robak przerwał mu: "Na zdrowie
Wszystkim Waszmościom, moi Mościwi Panowie! Co się tabaki tycze, hem, ona pochodzi Z tłumacz przysięgły dalszej strony, niż myśli Skołuba Dobrodziej; Pochodzi z Jasnej Góry; księża paulinowie Tabakę taką robią w mieście Częstochowie, Kędy jest obraz tylu cudami wsławiony Bogarodzicy Panny, Królowej Korony Polskiej; zowią ją dotąd i Księżną Litewską! Koronęć jeszcze dotąd piastuje królewską, Lecz na Litewskim Księstwie teraz syzma siedzi! " "Z Częstochowy? rzekł Wilbik, byłem tam w spowiedzi, Kiedym na odpust chodził lat temu trzydzieście; Czy to prawda, że Francuz gości teraz w mieście, Że chce kościół rozwalać i skarbiec zabierze, Bo to wszystko w Litewskim stoi Kuryjerze?" "Nieprawda, rzekł Bernardyn, nie, Pan Najjaśniejszy Napoleon katolik jest najprzykładniejszy; Wszak go papież namaścił, żyją z sobą w zgodzie I nawracają ludzi w francuskim narodzie, Który się trochę popsuł; prawda, z Częstochowy Oddano wiele srebra na skarb narodowy Dla Ojczyzny, dla Polski; sam Pan Bóg tak każe, Skarbcem Ojczyzny zawsze są Jego ołtarze; Wszakże w Warszawskim Księstwie mamy sto tysięcy Wojska polskiego, może wkrótce będzie więcéj, A któż wojsko opłaci? czy nie wy, Litwini? Wy tylko grosz dajecie do moskiewskiej skrzyni". "Kat by dał, krzyknął Wilbik, gwałtem od nas biorą". "Oj, Dobrodzieju!" chłopek ozwał się z pokorą, Pokłoniwszy się księdzu i skrobiąc się w głowę, "Już to szlachcie, to jeszcze bieda przez połowę, Lecz nas drą jak na łyka". - "Cham, Skołuba krzyknął, Głupi, tobieć to lepiej, tyś, chłopie, przywyknął Jak węgorz do odarcia; lecz nam urodzonym, Nam wielmożnym, do złotych swobód wzwyczajonym! Ach, bracia, wszak to dawniej szlachcic na zagrodzie. ("Tak, tak, krzyknęli wszyscy: rowny wojewodzie!") Dziś nam szlachectwa przeczą, każą nam drabować Papiery i szlachectwa papierem probować". "Jeszcze Waszeci mniejsza, zawołał Juraha, Waszeć z pradziadów chłopów uszlachcony szlacha, Ale ja, z kniaziów! pytać u mnie o patenta, Kiedym został szlachcicem? sam Bóg to pamięta! Niechaj Moskal w las idzie pytać się dębiny, Kto jej dał patent rosnąć nad wszystkie krzewiny". "Kniaziu, rzekł Żagiel, świeć Waść baki lada komu, Tu znajdziesz pono mitry i w niejednym domu". "Waść ma krzyż w herbie, wołał Podhajski, to skryta Aluzyja, że w rodzie bywał neofita". "Fałsz! przerwał Birbasz, przecież ja z tatarskich hrabiów Pochodzę, a mam krzyże nad herbem Korabiów". "Poraj, krzyknął Mickiewicz, z mitrą w polu złotym, Herb książęcy, Stryjkowski gęsto pisze o tym". Za czym wielkie powstały w całej karczmie szmery; Ksiądz Bernardyn uciekł się do swej tabakiery, W kolej częstował mówców, gwar zaraz ucichnął, Każdy zażył przez grzeczność i kilkakroć kichnął. Bernardyn korzystając z przerwy mówił daléj : "Oj, wielcy ludzie od tej tabaki kichali! Czy uwierzycie Państwo, że z tej tabakiery Pan jenerał Dąbrowski zażył razy cztery?" "Dąbrowski?" zawołali. - "Tak, tak, on jenerał; Byłem w obozie, gdy on Gdańsk Niemcom odbierał, Miał coś pisać; bojąc się, ażeby nie zasnął, Zażył, kichnął, dwakroć mię po ramieniu klasnął: "Księże Robaku, mówił, Księże Bernardynie, Obaczymy się w Litwie, może nim rok minie; Powiedz Litwinom, niech mię czekają z tabaką Częstochowską, nie biorę innej, tylko taką"". Mowa Księdza wzbudziła takie zadziwienie, Taką radość, że całe huczne zgromadzenie Milczało chwilę; potem na pół ciche słowa Powtarzano: "Tabaka z Polski? Częstochowa? Dąbrowski? z ziemi włoskiej?" - aż na koniec razem, Jakby myśl z myślą, wyraz sam zbiegł się z wyrazem, Wszyscy jedynogłośnie, jak na dane hasło, Krzyknęli: "Dąbrowskiego! " Wszystko razem wrzasło, Wszystko się uścisnęło: chłop z tatarskim hrabią, Mitra z Krzyżem, Poraje z Gryfem i z Korabią; Zapomnieli wszystkiego, nawet Bernardyna, Tylko śpiewali krzycząc: "Wódki, miodu, wina!" Długo się przysłuchiwał ksiądz Robak piosence, Na koniec chciał ją przerwać; wziął w obiedwie ręce Tabakierkę, kichaniem melodyję zmieszał I nim się nastroili, tak mówić pośpieszał: "Chwalicie mą tabakę, Mości Dobrodzieje, Obaczcież, co się wewnątrz tabakierki dzieje". Tu, wycierając chustką zabrudzone denko, Pokazał malowaną armiję, malenką Jak rój much; w środku jeden człowiek na rumaku, Wielki jako chrząszcz, siedział, pewnie wódz orszaku; Spinał konia, jak gdyby chciał skakać w niebiosa, Jednę rękę na cuglach, drugą miał u nosa. "Przypatrzcie się, rzekł Robak, tej groźnej postawie, Zgadnijcie, czyja?" - Wszyscy patrzyli ciekawie.- "Wielki to człowiek, Cesarz, ale nie Moskali, Ich carowie tabaki nigdy nie bierali". "Wielki człowiek, zawołał Cydzik, a w kapocie? Ja myśliłem, że wielcy ludzie chodzą w złocie, Bo u Moskalów lada jenerał, Mospanie, To tak świeci się w złocie jak szczupak w szafranie". "Ba, przerwał Rymsza, przecież widziałem za młodu Kościuszkę, naczelnika naszego narodu: Wielki człowiek! a chodził w krakowskiej sukmanie, To jest czamarce". PAN TADEUSZ, KSIĘGA CZWARTA tłumacz przysięgły fragment 80 |
| 2008-11-11 15:59:08 |