Tu przerwał, lecz róg trzymał; wszystkim się zdawało, Że Wojski wciąż gra jeszcze, a to echo grało. Wysłuchawszy rogowej arcydzieło sztuki, Powtarzały je dęby dębom, bukom buki.

PAN TADEUSZ, KSIĘGA CZWARTA



Tadeusz spał pod oknem; sam ukryty w cieniu,
Leżąc na wznak, cudnemu dziwił się zjawieniu,
I miał je tuż nad sobą, ledwie nie na twarzy,
Nie wiedział, czy to jawa, czyli mu się marzy
Jedna z tych miłych, jasnych twarzyczek dziecinnych,
Które pomnim widziane we śnie lat niewinnych.
Twarzyczka schyliła się - ujrzał, drżąc z bojaźni
I radości, niestety! ujrzał najwyraźniej,
Przypomniał, poznał włos ów krótki, jasnozłoty,
W drobne, jako śnieg białe, zwity papiloty,
Niby srebrzyste strączki, co od słońca blasku
Świeciły jak korona na świętych obrazku. Zerwał się; i widzenie zaraz uleciało, Przestraszone łoskotem; czekał, nie wracało! Tylko usłyszał znowu trzykrotne stukanie I słowa: "Niech Pan wstaje, czas na polowanie, Pan zaspał". Skoczył z łóżka i obu rękami Pchnął okienicę, że aż trzasła zawiasami I rozwarłszy się w obie uderzyła ściany; Wyskoczył, patrzył wkoło, zdumiony, zmieszany, Nic nie widział, nie dostrzegł niczyjego śladu.
Niedaleko od okna był parkan od sadu,
Na nim chmielowe liście i kwieciste wieńce
Chwiały się; czy je lekkie potrąciły ręce?
Czy wiatr ruszył? Tadeusz długo patrzył na nie,
Nie śmiał iść w ogród; tylko wsparł się na parkanie,
Oczy podniósł
tłumacz przysięgły i z palcem do ust przyciśnionym
Kazał sam sobie milczeć, by słowem kwapionym
Nie rozerwał myślenia; potem w czoło stukał,
Niby do wspomnień dawnych, uśpionych w nim, pukał,
Na koniec gryząc palce do krwi się zadrasnął
I na cały głos: "Dobrze, dobrze mi tak!" wrzasnął.

We dworze, gdzie przed chwilą tyle było krzyku,
Teraz pusto i głucho jak na mogilniku:
Wszyscy ruszyli w pole; Tadeusz nadstawił
Uszu i ręce do nich jak trąbki przyprawił,
Słuchał, aż mu wiatr przyniósł, wiejący od puszczy,
Odgłosy trąb i wrzaski polującej tłuszczy. Koń Tadeusza w stajni czekał osiodłany, Wziął więc flintę, skoczył nań i jak opętany Pędził ku karczmom, które stały przy kaplicy, Kędy mieli się rankiem zebrać obławnicy. Dwie chyliły się karczmy po dwóch stronach drogi, Oknami wzajem sobie grożąc jako wrogi; Stara należy z prawa do zamku dziedzica, Nową na złość zamkowi postawił Soplica. W tamtej, jak w swym dziedzictwie, rej wodził Gerwazy, W tej najwyższe za stołem brał miejsce Protazy. Nowa karczma nie była ciekawa z pozoru. Stara wedle dawnego zbudowana wzoru, Który był wymyślony od tyryjskich cieśli, A potem go Żydowie po świecie roznieśli: Rodzaj architektury, obcym budowniczym Wcale nie znany; my go od Żydów dziedziczym.

Karczma z przodu jak korab, z tyłu jak świątynia:
Korab, istna Noego czworogranna skrzynia,
Znany dziś pod prostackim nazwiskiem stodoły;
Tam różne są zwierzęta, konie, krowy, woły,
Kozy brodate; w górze zaś ptastwa gromady
I płazów choć po parze, są też i owady. Część tylnia, na kształt dziwnej świątyni stawiona, Przypomina z pozoru ów gmach Salomona, Który pierwsi ćwiczeni w budowań rzemieśle Hiramscy na Syjonie wystawili cieśle. Żydzi go naśladują dotąd we swych szkołach, A szkoł rysunek widny w karczmach i stodołach. Dach z dranic i ze słomy, śpiczasty, zadarty, Pogięty jako kołpak żydowski podarty.
Ze szczytu wytryskają krużganku krawędzie,
Oparte na drewnianym licznych kolumn rzędzie;
Kolumny, co jak wielkie architektów dziwo,
Trwałe, chociaż wpół zgniłe i stawione krzywo
Jako w wieży pizańskiej, nie podług modelów
Greckich, bo są bez podstaw i bez kapitelów. Nad kolumnami biegą wpółokrągłe łuki, Także z drzewa, gotyckiej naśladowstwo sztuki.
Z wierzchu ozdoby sztuczne, nie rylcem, nie dłutem,
Ale zręcznie ciesielskim wyrzezane sklutem,
Krzywe jak szabasowych ramiona świeczników;
Na końcu wiszą gałki, coś na kształt guzików,
Które Żydzi modląc się na łbach zawieszają
I które po swojemu "cyces" nazywają. Słowem, z daleka karczma chwiejąca się, krzywa, Podobna jest do Żyda, gdy się modląc kiwa: Dach jak czapka, jak broda strzecha roztrzęśniona. Ściany dymne i brudne jak czarna opona, A z przodu rzeźba sterczy jak cyces na czole.
PAN TADEUSZ, KSIĘGA CZWARTA tłumacz przysięgły fragment 40

2008-11-11 15:59:08