Nad głowami Sokoły i Orłowie dzicy, Żyjący z pańskich stołów, dworscy zausznicy. Te pary zwierząt głowne i patryjarchalne, Ukryte w jądrze puszczy, światu niewidzialne, Dzieci swe ś

PAN TADEUSZ, KSIĘGA CZWARTA

W środku karczmy jest podział jak w żydowskiej szkole: Jedna część, pełna izbic ciasnych i podłużnych, Służy dla dam wyłącznie
tłumacz przysięgły i panów podróżnych; W drugiej ogromna sala. Koło każdej ściany Ciągnie się wielonożny stół wąski, drewniany. Przy nim stołki, choć niższe, podobne do stoła Jako dzieci do ojca. Na stołkach dokoła Siedziały chłopy, chłopki, tudzież szlachta drobna, Wszyscy rzędem; Ekonom sam siedział z osobna. Po rannej mszy z kaplicy, że była niedziela, Zabawić się i wypić przyszli do Jankiela. Przed każdym już szumiała siwą wódką czarka, Ponad wszystkimi z butlą biegała szynkarka.
W środku arendarz Jankiel, w długim aż do ziemi
Szarafanie, zapiętym haftkami srebrnemi,
Rękę jedną za czarny pas jedwabny wsadził,
Drugą poważnie sobie siwą brodę gładził;
Rzucając wkoło okiem, rozkazy wydawał,
Witał wchodzących gości, przy siedzących stawał
Zagajając rozmowę, kłótliwych zagadzał,
Lecz nie służył nikomu, tylko się przechadzał.
Żyd stary i powszechnie znany z poczciwości,
Od lat wielu dzierżawił karczmę, a nikt z włości,
Nikt ze szlachty nie zaniósł nań skargi do dworu:
O cóż skarżyć? miał trunki dobre do wyboru,
Rachował się ostrożnie, lecz bez oszukaństwa,
Ochoty nie zabraniał, nie cierpiał pijaństwa,
Zabaw wielki miłośnik; u niego wesele
I chrzciny obchodzono; on w każdą niedzielę
Kazał do siebie ze wsi przychodzić muzyce,
Przy której i basetla była, i kozice. Muzykę znał, sam słynął muzycznym talentem; Z cymbałami, narodu swego instrumentem, Chadzał niegdyś po dworach i graniem zdumiewał I pieśniami, bo biegle i uczenie śpiewał.
Chociaż Żyd, dosyć czystą miał polską wymowę,
Szczególniej zaś polubił pieśni narodowe;
Przywoził mnóstwo z każdej za Niemen wyprawy
Kołomyjek z Halicza, mazurów z Warszawy;
Wieść, nie wiem czyli pewna, w całej okolicy
Głosiła, że on pierwszy przywiózł z zagranicy
I upowszechnił wówczas w tamecznym powiecie
Ową piosenkę, sławną dziś na całym świecie,
A którą po raz pierwszy na ziemi Auzonów
Wygrały Włochom polskie trąby legijonów.
Talent śpiewania bardzo na Litwie popłaca,
Jedna miłość u ludzi, wsławia i wzbogaca:
Jankiel zrobił majątek; syt zysków i chwały,
Zawiesił dźwięcznostrunne na ścianie cymbały;
Osiadłszy z dziećmi w karczmie, zatrudniał się szynkiem,
Przy tym w pobliskim mieście był też podrabinkiem,
A zawsze miłym wszędzie gościem i domowym
Doradcą; znał się dobrze na handlu zbożowym,
Na wicinnym: potrzebna jest znajomość taka
Na wsi. - Miał także sławę dobrego Polaka. On pierwszy zgodził kłótnie, często nawet krwawe, Między dwiema karczmami: obie wziął w dzierżawę; Szanowali go równie i starzy stronnicy Horeszkowscy, i słudzy sędziego Soplicy. On sam powagę umiał utrzymać nad groźnym Klucznikiem Horeszkowskim i kłótliwym Woźnym; Przed Jankielem tłumili dawne swe urazy, Gerwazy groźny ręką, językiem Protazy. Gerwazego nie było; ruszył na obławę, Nie chcąc, aby tak ważną i trudną wyprawę Odbył sam Hrabia, młody i niedoświadczony; Poszedł więc z nim dla rady tudzież dla obrony.

Dziś miejsce Gerwazego, najdalsze od progu,
Między dwiema ławami, w samym karczmy rogu,
Zwane pokuciem, kwestarz ksiądz Robak zajmował;
Jankiel go tam posadził; widać, że szanował
Wysoko Bernardyna, bo skoro dostrzegał
Ubytek w jego szklance, natychmiast podbiegał
I rozkazał dolewać lipcowego miodu. Słychać, że z Bernardynem znali się za młodu Kędyś tam w cudzych krajach. Robak często chadzał Nocą do karczmy, tajnie z Żydem się naradzał O ważnych rzeczach; słychać było, że towary Ksiądz przemycał, lecz potwarz ta niegodna wiary. Robak wsparty na stole wpółgłośno rozprawiał, Tłum szlachty go otaczał i uszy nadstawiał, I nosy ku księdzowskiej chylił tabakierze; Brano z niej, i kichała szlachta jak możdzerze.
"Reverendissime, rzekł kichnąwszy Skołuba,
To mi tabaka, co to idzie aż do czuba;
Od czasu jak nos dźwigam (tu głasnął nos długi),
Takiej nie zażywałem (tu kichnął raz drugi);
Prawdziwa bernardynka, pewnie z Kowna rodem,
Miasta sławnego w świecie tabaką i miodem.
PAN TADEUSZ, KSIĘGA CZWARTA tłumacz przysięgły fragment 60

2008-11-11 15:59:08