barcelona

Krasicki, Monachomachia, pieśń 1

Pieśń pierwsza Nie wszystko złoto, co się świeci z góry, Ani ten śmiały, co się zwierzchnie sroży; Zewnętrzna postać nie czyni natury, Serce, nie odzież, ośmiela lub trwoży. Dzierżyła miejsca szyszaków kaptury- Nieraz rycerzem bywał sługa boży. Wkrada się zjadłoś i w kąty spokojne, Taką ja śpiewać przedsięwziąłem wojnę. Wojnę domową śpiewam więc i
reklama sms głoszę, Wojnę okrutną, bez broni, bez miecza, Rycerzów bosych i nagich po trosze Same ich tylko męstwo ubezpiecza: Wojnę mnichowską. Nie śmiejcie się, proszę Godna litości ułomność człowiecza. Śmiejcie się wreszcie, mimo wasze śmiéchy Przecież ja powiem, co robiły mnichy.

W mieście, którego nazwiska nie powiem,
Nic to albowiem do rzeczy nie przyda;
W mieście, ponieważ zbiór pustek tak zowiem,
W godnym siedlisku i chłopa, i Żyda;
W mieście (gród, ziemstwo trzymało albowiem
Stare zamczysko, pustoty ohyda)
Było trzy karczmy, bram cztery ułomki,
Klasztorów dziewięć i gdzieniegdzie domki. W tej zawołanej ziemiańskiej stolicy Wielebne głupstwo od wieków siedziało; Pod starożytnej schronieniem świątnicy Prawych czcicielów swoich utuczało. Zbiegał się wierny lud; a w okolicy Wszystko odgłosem uwielbienia brzmiało. Święta prostoto! ach, któż cię wychwali! Wiekuj szczęśliwie!. ale mówmy dalej. Bajki pisali o dawnym Saturnie Ci, co za niego tworzyli wiek złoty.
Szczęśliwszy przeor jadący poczwórnie,
Szczęśliwszy lektor mistycznej roboty,
Szczęśliwszy ojciec, po trzecim nokturnie
W puchu topiący chórowe zgryzoty;
Szczęśliwszy z braci, gdy kaganek zgasnął,
Co w słodkim miodu wytrawieniu zasnął. W tym było stanie rozkoszne siedlisko Świętych próżniaków. Ach, losie zdradliwy! Ty, co z niewczesnych odmian masz igrzysko I nieszczęść ludzkich jesteś tylko chciwy, Masz świat, dziwactwa twego widowisko. Jęczy pod ciężkim jarzmem człek cnotliwy. Mniejsza, żeś państwa, trony, berła skruszył: Będziesz tak śmiałym, żebyś kaptur ruszył? Już były przeszły owe sławne wojny, Którym się niegdyś świat zdumiały dziwił. Już seraficzny zakon był spokojny, Już Karmelowi nikt się nie przeciwił; Już kaznodziejskie wzrok mniej bogobojny Oka na kaptur spiczasty nie krzywił; Dawnych niechęci mgłę rozniosły wiatry, Szczęśliwe były nawet bonifratry.

Ta, która nasze padoły przebiega
I samym tylko nieszczęściem się pasie,
Jędza niezgody, co Parysa-zbiega
Znalazła niegdyś na górnym Idasie,
Słodki raj mnichów gdy w locie postrzega,
Jęknęła w złości i zatrzymała się;
Widząc fortunny los spokojnych mężów
Świsnęły żądła najeżonych wężów.

Wstrzęsła pochodnią, natychmiast siarczyste
Iskry na dachy i wieże wypadły;
Wskróś przebijają gmachy rozłożyste,
Już się w zakąty najciaśniejsze wkradły:
A gdzie milczenia bywały wieczyste,
Wszczyna się rozruch i odgłos zajadły.
Krasicki, Monachomachia, pieśń 1 fragment 20

2008-11-16 09:58:32