— O, Kaju! Kaju! Kaju! — zawołała dziewczynka, aż obudziła zbójniczkę, która pogroziła jej pięścią ze złości. — Będziesz ty cicho — mruknęła z gniewem.
Andersen, Królowa śniegu |
To naturalnie było bardzo nudne, wiec żadnego wybrać nie chciała.
— A Kaj? — przerwała nieśmiała Gerda.
— Otóż właśnie, moja kochana, dwa dni tak upłynęły, aż trzeciego przyszedł pieszo chłopczyk z ogorzałą twarzyczką, długimi włosami, bardzo biednie ubrany.
— To Kaj! — zawołała, klaszcząc w ręce, Gerda.
— Na plecach miał tornister — ciągnęła dalej wrona.
— Ach, nie, to były pewno jego tłumacz przysięgły sanki. Właśnie z sankami zginął. — Ha, może sanki — zgodziła się wrona. — Dobrze się nie przyglądałam. Poszedł śmiało ku schodom, a gdy zobaczył straże, spojrzał zdziwiony i zaraz powiedział: „To musi być okropnie nudno, tak stać tu ciągle!” Następnie wszedł do sali. Buty jego skrzypiały strasznie, ale widać było, że sobie z tego nic nie robi. — O, to z pewnością Kaj! — krzyknęła Gerda. — Właśnie miał skrzypiące buty, jeszcze nowe, które mu babka kupiła. — Bardzo być może — potwierdziła wrona. — Szedł do samej księżniczki i nie zmieszał się wcale, chociaż ogromna sala pełna była dworzan, urzędników i dygnitarzy, każdemu umiał odpowiedzieć, no i dostał księżniczkę. — To z pewnością Kaj — rzekła uszczęśliwiona Gerda. — On był zawsze ogromnie mądry, umiał liczyć na pamięć nawet z ułamkami. O, zaprowadź mnie do pałacu! — Bah! — zakrakała wrona. — Łatwo to powiedzieć. Przecież takiej obdartej i bosej dziewczynki nie wpuszczą do królewskiego pałacu! — Powiedz tylko Kajowi, że tu jestem, a sam przyjdzie po mnie natychmiast. Andersen, Królowa śniegu tłumacz przysięgły fragment 260 |
| 2008-11-20 10:23:37 |