Nieszczęśliwy tracił uczucie: serce jego stawało się kawałkiem lodu, nikogo kochać nie mógł, wszyscy byli dla niego obcy, obojętni. Z większych kawałków porobiono szyby, z innych sz

Andersen, Królowa śniegu

Lecz daremnie pytała. Kwiatki uśmiechały się wszystkie do słońca i śpiewały mu swoje pieśni i opowiadały mu swoje powieści, które podobały się bardzo dziewczynce, lecz o Kaju nie dowiedziała się niczego. — Na próżno je pytam — pomyślała wreszcie. — One kochają tylko swoje powieści i pieśni, nie
tłumacz przysięgły mam tu na co czekać. Podniosła spódniczkę, aby lepiej biec mogła i pośpieszyła do furtki. Ale furtka zamknięta była na klucz. Wtedy zaczęła mocno szarpać klamkę, aż zardzewiały zamek ustąpił pod naciskiem i drzwi się otworzyły.
Gerda wyszła prędko i bosymi nóżkami biegła co tchu po twardej, kamienistej drodze, obawiając się pogoni. Trzy razy obejrzała się za siebie, a nie widząc nikogo, usiadła na chwilę na wielkim kamieniu, kiedy jej sił zabrakło. Teraz dopiero obejrzała się dokoła: lato minęło dawno, późna jesień była na świecie, powiędły kwiaty i pożółkły łąki, ale w ogrodzie wróżki, gdzie kwiaty kwitną wiecznie, nic o tym nie wiedziała. — Boże! Boże! Ileż ja czasu straciłam — narzekała Gerda. — Oto już późna jesień, trzeba spieszyć bardzo, zanim zima powróci. I wstała, by iść dalej. Szła bosymi nóżkami po kamienistej drodze, a dokoła było smutno i ponuro. Czuła wielkie zmęczenie, ale się nie zatrzymywała. Z wierzb przydrożnych padały długie, żółte liście lub ciężkie krople chłodnej rosy. Na tarninowych krzakach były jeszcze jagody, ale tak cierpkie, że wykrzywiały usta. Szaro i smutno było na szerokim świecie, otulonym w szare, ciężkie, ołowiane chmury. IV. U księżniczki Długo szła tak Gerda, w końcu zmęczyła się bardzo i usiadła znowu pod drzewem.
Andersen, Królowa śniegu tłumacz przysięgły fragment 220

2008-11-20 10:23:37